5 WAŻNYCH LEKCJI, KTÓRYCH NAUCZYLI MNIE DZIADKOWIE, KIEDY BYŁEM DZIECKIEM

Miłego środy, drodzy czytelnicy bloga. Mam nadzieję, że ten tydzień był dla Was łaskawy i że obowiązki zawodowe nie sprawiają Wam trudności. Dzisiaj chciałbym poruszyć temat, który jest mi szczególnie bliski. Dziadkowie. Wszyscy wiemy, jak ważne dla rozwoju dziecka jest silne więzi rodzinne. Niektórzy z nas mają to szczęście, że mogą się nimi cieszyć, podczas gdy inni nie mają tyle szczęścia. Jednak wychowanie przez wspaniałych ludzi to coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze. Na szczęście ja miałem wspierającą rodzinę i dziadków o złotych sercach.

Dzisiaj porozmawiajmy o tym, co często robią dla nas dziadkowie, rozpoczynając dzisiejszy wpis na blogu zatytułowany „5 ważnych lekcji, których nauczyli mnie dziadkowie, gdy byłem dzieckiem...

CENIĆ TO, CO MASZ W ŻYCIU, A NIE TO, CZEGO NIE MASZ!

Moi dziadkowie byli dla mnie bardzo ważni i w dużym stopniu pomogli mi stać się człowiekiem, którym jestem dzisiaj. Oboje pochodzili z Irlandii i opuścili swój kraj, udając się najpierw do Anglii, aby rozpocząć wspólne życie małżeńskie. Zamierzali pozostać w moim rodzinnym mieście Derby przez kilka lat, aby zaoszczędzić trochę pieniędzy na kolejny, większy krok – przeprowadzkę do Australii. Moja babcia miała jednak inne plany, ponieważ bardzo szybko polubiła miasto, w którym nadal mieszkam, nawiązała nowe znajomości i nauczyła się nowego stylu życia w Anglii. Kiedy więc nadszedł czas na „wielką przeprowadzkę”, moja babcia już się zadomowiła i odmówiła wyjazdu, pomimo sprzeciwu mojego dziadka.

Dzięki wartościom, które przekazano mi i moim braciom, od najmłodszych lat doceniałem, jak ciężko pracował mój dziadek, aby poprawić jakość życia swoje i mojej babci. Życie nie było łatwe dla żadnego z nich, gdy dorastali. Oboje pochodzili z dużych, ciężko pracujących rodzin, które w zamian za swój wysiłek otrzymywały bardzo niewiele. Wychowano mnie więc, abym doceniał to, co miałem. Mój dziadek mawiał swoim silnym irlandzkim akcentem: „Masz funta (dolara) w kieszeni i dach nad głową, pod którym możesz się schronić przed deszczem? Cóż, to więcej niż mają inni, prawda, synu?”. Wtedy nie do końca rozumiałem znaczenie tych słów, ale kiedy sam zostałem ojcem, w pełni je pojąłem.

Wiele czasu spędzamy na pogoni za lepszymi rzeczami, takimi jak duże domy, szybkie samochody i jak najlepsze zarobki. A przecież mamy już tak wiele tuż pod nosem. Czy masz szczęście mieć żonę/męża, dzieci, a może psa lub kota w domu? Są ludzie, którzy marzą o tym, co dla Ciebie jest oczywiste. Bądźcie pokorni, moi przyjaciele. Nie mówię, żebyście nie wyznaczali sobie celów życiowych i nie dążyli do ich osiągnięcia, ale lepiej bądźcie gotowi ciężko pracować i dążyć do nich, jednocześnie doceniając to, co macie w życiu.


NAUCZYLI MNIE WARTOŚCI PIENIĘDZY I JAK LEPIEJ NIMI ZARZĄDZAĆ!

Kiedy byłem dzieckiem, moja rodzina ciągle borykała się z problemami finansowymi. Pamiętam czasy, kiedy nie płaciliśmy rachunków, nie mieliśmy ogrzewania i bardzo mało jedzenia na stole, aby nakarmić nas wszystkich. Moi dziadkowie zawsze postępowali słusznie, mając niewiele, ale zasadniczo nauczyliśmy się żyć z tym, co mieliśmy w danym momencie.

Dzisiaj uczę moje dzieci prawdziwego znaczenia wszystkich miłych rzeczy, które mają, w tym kilku funtów kieszonkowego, które dostają od czasu do czasu. Jeśli ciężko pracujesz, na pewno możesz zarobić pieniądze, ale jeśli wydajesz je szybciej niż zarabiasz, wkrótce napotkasz przeszkodę, która sprawi, że znajdziesz się w poważnych tarapatach. Jako dziecko pomagałem w domu, załatwiając babci różne sprawy, kiedy tylko było to możliwe, jednocześnie chodząc do szkoły. O wiele lepiej jest zarobić te kilka monet, które masz w kieszeni, niż otrzymać je na złotej tacy. Tak przynajmniej uważam.

ZACHĘCILI MNIE DO MIŁOŚCI DO ZWIERZĄT, DUŻYCH I MAŁYCH!

Dorastając, nie miałem wielu hobby. Oczywiście lubiłem boks, piłkę nożną i okazjonalne mecze koszykówki, ale nigdy nie byłem zbytnio zaangażowany w żadną z tych rzeczy. Tak było do momentu, gdy znalazłem bezpańskiego psa siedzącego przed drzwiami mojej babci, który wyglądał, jakby potrzebował mojej pomocy. Zabraliśmy go do domu i nakarmiliśmy, zadzwoniliśmy do wszystkich lokalnych schronisk w naszej okolicy, aby spróbować znaleźć jego prawowitych właścicieli, co po pewnym czasie nam się udało, a oni byli szczęśliwi, że Oscar wrócił do domu. Chociaż przez ostatnie 11 dni, kiedy się nim opiekowałem, nazwałem go Rocky, co wydawało się mu odpowiadać. Od tego dnia poczułem satysfakcję i wydawało mi się, że jestem w zgodzie z wieloma zwierzętami. Przez lata pomogliśmy kilkudziesięciu bezpańskim psom, kotom, dzikim rannym ptakom i innym dzikim zwierzętom, wszystko to z pomocą mojej babci i dziadka. Szybko

nauczyłem się, że pomaganie komuś lub czemuś w potrzebie jest bardzo satysfakcjonujące, nie tylko pomagasz w potrzebnej sprawie, ale także czerpiesz z tego trochę radości. Jestem pewien, że rozumiesz, o czym mówię. Dorastając, nauczyłem się kochać wszystkie zwierzęta, nawet te tak zwane „przerażające”, takie jak węże, pająki i inne pełzające stworzenia, które w innym przypadku przerażałyby ludzi. Jest to miłość, którą nadal noszę w sercu i cenię do dziś, a wszystko to dzięki wskazówkom i miłości okazywanej mi przez dziadków.

MÓJ DZIADEK NAUCZYŁ MNIE, JAK RADZIĆ SOBIE Z PRZEMOCĄ W SZKOLE!

Kiedy wspominam lata szkolne, pamiętam je dobrze – większość z nich była typowym „dniem z życia” ucznia. Nic nadzwyczajnego się nie działo, aż do momentu, gdy przeniosłem się do innej szkoły. Nie użyłbym słowa „prześladowany”, ale spotkałem się z prześladowcami na szkolnym podwórku, którzy wyzywali mnie na pojedynek, a w dziewięciu na dziesięć przypadków wychodziłem z tego znacznie gorzej niż przedtem.

Pamiętam, że miałem konflikt z dwoma dzieciakami, stereotypowymi „chuliganami”. Mój dziadek zauważył moje podbite oko, zadrapania na kolanach i spuchniętą wargę, po czym zaczął zadawać pytania. „Wszystko w porządku, synu?”, na co szybko odpowiadałem, że tak. „Oczywiście, że tak, synu. Cóż, kiedy zechcesz porozmawiać, wiesz, gdzie mnie znaleźć” mówił. Po kilku tygodniach i wielu przegranych bójkach z tymi samymi dzieciakami w końcu się poddałem i poprosiłem dziadka o radę.

Powiedzmy, że będąc najmłodszym dzieckiem w dużej rodzinie braci, mój dziadek nauczył się kilku sztuczek, jak wygrać walkę. Wiele się nauczyłem, słuchając jego rad. Tak wiele, że w następny poniedziałek rano, kiedy te same dwa dzieciaki ponownie próbowały wszcząć bójkę na szkolnym placu zabaw, walczyłem i pokonałem je, pokazując wszystkim, którzy to obserwowali, że nie zamierzam już być mięczakiem. Stałem twardo na swoim i broniłem się, gdy było to konieczne. Jest to cecha, którą do dziś posiadam i której uczę swoje dzieci. Dziękuję, dziadku! Naprawdę jestem ci wdzięczny!


MÓJ DZIADEK NAUCZYŁ MNIE GOLIĆ SIĘ!

To trochę ironiczne, że jakieś 20 lat po tym, jak dziadek nauczył mnie prawidłowo golić się, siedzę tu z brodą i jestem bardziej owłosiony niż kiedykolwiek wcześniej, pisząc bloga przeznaczonego dla brodatych mężczyzn. Ale w wieku trzynastu lat mój dziadek postawił mnie przed lustrem w łazience i pokazał mi prawidłowy i „właściwy” sposób golenia zarostu. Nie żebym miał wtedy zbyt wiele do golenia, ale bardzo dobrze pamiętam ten moment. Jako młody chłopiec pamiętam, jak pewnego ranka mój brat skaleczył się podczas golenia, co, szczerze mówiąc, bardzo mnie przeraziło. Nie chciałem codziennie rano przeciągać po policzkach ostrą żyletką, która mogła mi zedrzeć twarz. Gdzie w tym zabawa?

Mam teraz 33 lata i noszę imponującą rudą brodę, z której każdy wiking, drwal i pirat byłby dumny. Często zastanawiam się, co moi dziadkowie pomyśleliby o moim zarostu. Na pewno padłoby kilka słów, ale myślę, że po pewnym czasie polubiliby moją owłosioną twarz.

To już na razie wszystko w dzisiejszym wpisie na blogu, moi drodzy. Jak zawsze, zapraszamy do dzielenia się swoimi przemyśleniami i opiniami w sekcji komentarzy, którą znajdziecie pod tym wpisem.

Do następnego razu, broda na bracia, broda na...